Do Nisyros płynęliśmy dosyć leniwie. Wciąż nie wieje dlatego nie mogliśmy rozstawić żagli i zmuszeni byliśmy zasuwać na silniku. Z powodu braku wiatru, morze przypominało stężałą niebieską galaretkę, którą ktoś puka palcem w brzeg miski. I teraz wielkie WOW! Mieliśmy wiele szczęścia, ponieważ obok nas zaczęły podskakiwać DELFINY. Takie same jak w telewizji, takie same jak wyciskający łzy Flipper! Kto nie widział, niech żałuje, trzeba zobaczyć te niesamowite zwierzęta na własne oczy. Płyną równo z nami, podskakują, pokazują brzuchy, machają płetwami i ścigają się nawzajem. Nie wiem czy jest w tym jakiś sens biologiczny, czy w ten sposób ubarwiają swoje morskie życie, w każdym razie nie sądzę, żeby w najbliższej przyszłości coś wywarło na mnie równe mocne wrażenie. Widać, jak doskonale radzą sobie w swoim środowisku, pokazując nam, że na morzu jeseśmy jedynie gośćmi. Siedziałam i wytrzeszczałam oczy w wodę a moja szczęka leżała bezwładnie na pokładzie. Niestety nasi towarzysze odpłynęli równie szybko, jak się pojawili.
Na naszą bazę na wyspie wybraliśmy małą miejscowość Pali. Znajduje się tu mały uroczy, dosyć bezpieczny porcik i uwaga, superszybkim, również darmowym Internetem.

Do wyspy codziennie przypływa prom z Kos, wieć jest na prawdę łatwo się tu dostać i stąd wydostać.

Wyspa Nisyros jest wystającym z wody czubkiem aktywnego wulkanu, ma 8km średnicy, 46 km2 powierzchni a zamieszkuje ją ok 800 mieszkańców. Niesamowity jest jej widok satelitarny, ponieważ dokładnie widać wielki krater po prehistorycznym wybuchu. Stojąc w jego wnętrzu człowiek uświadamia sobie, jak mały i nic nieznaczący jest w stosunku do otaczającego go świata.

Naturalna sauna

Jeden dzień intensywnego zwiedzania jest na prawdę wystarczający aby odwiedzić jedyne 4 miejscowości na wyspie. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od wypożyczenia skutera za jedyne 10 eurasów i wyruszyliśmy do miasteczka Emporios, u którego stóp znajduje się naturalna sauna. Naturalna sauna to nic innego jak grota skalna, gdzie znajdują się ujścia gorącej pary z wnętrza wulkanu. Nie jest rzeczą łatwą ją znaleźć, mimo tego, że znajduje się przy glównej drodze. Gdy zrezygniwaliśmy z poszukiwań i zawróciliśmy jak się okazało, 20 metrów przed nią, na skuterze mijał nas akurat jakiś Grek, który klaksonem i wskazywaniem ręką dał nam znać, że zrezygnowaliśmy za wcześnie. Podejrzewam, że nie byliśmy pierwsi, którzy nie mogli znaleźć tego miejsca, skoro lokalni mieszkańcy pokazują je palcem, nawet bez uprzedniego zapytania. Rzeczywiście jest tam wilgotno i bardzo, bardzo ciepło. Mimo tego, że na dworze świeci gorące, greckie słońce, po wejściu do środka okazuje się, że atmosfera na zewnątrz to chłodna, rześka bryza. Z otworów bucha gorące powietrze, które po przyłożeniu ręki może poparzyć. Ze względu na ilośc pary nie możliwe było też zrobienie zdjęcia.

Miasteczko Emporios to nic specjalnego jak na greckie możliwości. Jest brudno, a domki rozpadają się. Nie polecam tracić na nie nawet chwili. Kolejnym przystankiem jest Wulkan Stefan.

Aktywny Wulkan Stefanos

Jak już pisałam wyspa jest czubkiem wulkanu, na środku którego znajduje się krater o  średnicy kilku kilometrów. Wewnątrz niego znajdują się dwa małe kraterki. Bulgoczą, dymią i śmierdzą siarczystym bąkiem. Do wnętrza wielkiego krateru prowadzi kręta, serpentyniasta droga, którą nasz budżetowy skuter pokonał bez najmniejszych problemów. W samym jego środku, o dziwo prowadzona jest grecka tawerna, gdzie zostawiamy nasz sprzęt i w dalszą wędrówkę wyruszamy pieszo. Najpierw na prawo, pod górę w kierunku bardziej aktywnego krateru Lakki. Smród siarki jest na prawdę potężny i uważam, że nazwa wyspy powinna być zmieniona na „Wyspę Wielkanocną”, bo właśnie tak śmierdzą ugotowane, obierane w ilości hurtowej jajka na święta.

Drugi, mniej aktywny karter ma zdecydowanie większą powierzchnię i mniej śmierdzi. Uczucie chodzenia po jego powierzchni, przynajmniej u mnie wywołało niepokój, ponieważ przy kolejnym kroku w kierunku środka zrobiło się… miękko. Na twardym podłożu buty szurały o kamienie i żwir a w tym miejscu odgłos kroków zniknął. Nie należę do odważnych, więc przez głowę przeszła mi myśl, że zaraz umrę, bo pochłoną mnie czeluście Ziemi. Zwiałam stamtąd jak tylko zrobiliśmy potrzebne zdjęcia. Warto przypłynąć tu z Kos aby zobaczyć „wybuchnięty” wulkan, który cały czas dżemie w oczekiwaniu by się odrodzić.

Mniejszy, śmierdzący krater

Większy krater

Stary Port

Po wulkanicznych atrakcjach ciągnął sę za nami bąkowy zapaszek, dlatego padł pomysł, żeby wykąpać się przy starym, południowym porcie. Dowiedzieliśmy się, że główne miasto Nikia, zbudowane zostało na czubku wulkanu ze względów obronnych, natomiast dostawy ze szlaku handlowego, który niegdyś przez tę wyspę przebiegał, były dostarczane do mieszkańców z portu na osłach, prawie 15 kilometrów pod górę, wzdłuż krętej drogi. Trasa ta robi wielkie wrażenie, skuterem pokonaliśmy ją w kilkanaście minut, natomiast taki osioł i handlarz musieli wedrować pewnie z pół dnia.

Nikia

Zwana Białym Miastem. Piękna, malutka miejscowość, w której żyje nieco ponad 40 mieszkańców. Większość domów została wykupiona przez Niemców, a nawet mer, lub też sołtys też jest Niemcem. Widać to na pierwszy rzut oka, wszędzie panuje niecodzienny porządek i czystość a koty bezdomne wydają sie bardziej eleganckie. Domki sa wyremontowane, gruz lezy na osobnej, kupce, patyczki na innej, a walającaych się po całej Grecji plastikowych toreb tu nie ma.

 

Castro

Niewiele tu do oglądania, ponieważ ostały się jedynie dwie ściany tego starożytnych murów obronnych. Warto jednak je obejrzeć by docenić z jaką precyzją, tysiące lat temu zostały docięte i ułożone bloki skalne. Ponadto przeplatają się czarno-pomarańczowymi kolorami, ponieważ wykonane są z lokalnych wulkanicznych skał.

Mandraki

Chyba nie doceniliśmy uroku tego miasteczka ze względu na to, że było ono naszym ostatnim punktem na mapie, a byliśmy już dość zmęczeni po całym dniu zwiedzania. Wydało nam się zbyt turystyczne i za mało dzikie, chociaż na pewno przyjemnie jest usiąść na kawę w jednej z licznych tawern przy brzegu morza i obserwować jak fale rozbijają się o stare, kapitańskie domki.

Z Nisyros wypływaliśmy niepocieszeni ale planujemy tu wrócić już niedługo. Polecamy tę wyspę każdemu, kto będzie znajdował się w promieniu 50 ml morsksich!

Jeżeli ci się podoba, udostępnij!Share on FacebookPin on PinterestShare on LinkedInEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twelve − 12 =